Pipi's not dead
Aparycję mam przeciętną,
Trochę prostą, trochę zgiętą,
Jestem sobie z kimś w niezgodzie
Prawie co dzień.
Na wesołość pijam kawę,
Palę szlugi, jaram trawę,
W cienkim lodzie
Widzę zawsze drugie dno.
Czy w ogóle do przeżycia
Będzie jutro jakieś „dzisiaj”?
Niespodzianka wiecznie żywa.
Pffffff. Noico.
cukierek 2012-04-30 22:13:16
skomentuj (2)
Frajerski stan
Kiedy niedziela przytrafia się w środę,
Wpadam we frajerski stan.
Nadzieja patrzy na mnie pobłażliwym okiem.
Wtedy wydaje misie, że coś mam.
I nie chce misie przysięgać,
Że upajam się tym, że mogę.
Dziergam w powietrzu zręcznie
Nieprawdziwą tęczę,
Kiedy niedziela przytrafia się w środę.
cukierek 2012-04-15 01:50:06
skomentuj (0)
Seans u pani LePleple
Tajemnicze gwiazdy srebrzyste
Trzymam w szafie na liście.
W nieistotnym dłoni geście
Przechowuję prezencję.
Oswojone Fju i Bździu satelitują
W butangach, na legalu.
I bardzo szybko misie myśli,
Albo nie myśli misie wcale.
Owinięta dokładnie w nieznośną urodę,
Wymyślam sen dla niewidomej.
Spędzam czas na kolorowym marzeniu,
Co chcę mieć w sobie.
I co z tym kiedyś zrobię.
cukierek 2012-02-05 19:27:18
skomentuj (0)
Podsłuchane w bieliźniarce
Jeżeli wyruszę
To tylko w Kapeluszu.
Nigdzie z pieleszy się nie ruszę
Bez Kapelusza.
Mogłabym też w berecie.
Wiecie......
Ale niechętnie.
Gdyż, jak sądzę, w Kapeluszu
Wyruszanie wygląda szlachetniej.
cukierek 2012-01-04 21:46:23
skomentuj (0)
Zero agresji
Nie wiem kiedy, ale nagle,
Mówię ładnie.
Zachowuję się poprawnie.
Łapię muchę prawą ręką,
Chociaż prawą mam zaklętą.
Zwiewam przed nieuniknionym.
Oto ja. I oto ona.
cukierek 2011-11-27 20:21:54
skomentuj (6)
Odwaga warta uwagi
Osiem pagórków temu i dwa lasy,
Kiwam się dzielnie na piętach.
Oko podbite w nierównej walce,
Niezwykła ze mnie kobieta.
Pstryyyk....
A potem mija sto lat leniwych,
I buty mam nagle dość zdarte.
I coraz wolniej, bez chęci żadnej
Idę ze wszystkim w zaparte.
cukierek 2011-11-17 21:15:08
skomentuj (0)
Matka Boska Usprawiedliwiająca
Na codzień wyrażam się niechlujnie.
Bo to łatwe.
Bo myśli są bure. I wszystko, i wszystko.
I wtedy, niestety, się dzieje naprawdę,
Byt niesympatyczny jakiś. Wulgarny.
cukierek 2011-10-26 23:07:19
skomentuj (2)
Bardzo osobisty wierszyk o miłym tygodnia końcu - wersja jesienna
Grają z pasją skrzypce świerszczowe,
Do upadłego. Jakby grały o majątek.
Koncert w kominie dają darmowy.
Słucham żarliwie. A dzisiaj Piątek J
Ku czci, z okazji końca tygodnia,
Przyroda żywa chce trochę święta.
Grając w kominie darmowy koncert,
Piątkowy wieczór tak uszlachetnia.
cukierek 2011-10-21 21:09:34
skomentuj (0)
Udko słowicze w pudrze motyla
Nie ma sensu zaprzeczanie,
Wypieranie umysłowe,
Umiem mówić po kosmicku!
To fakt pewny. Daję słowo.
Choć pozornie dostrzec nie chcę,
Że mam taką umiejętność,
Mogę mówić to, co zechcę.
Po kosmicku. Mam tą pewność J
cukierek 2011-10-19 23:42:12
skomentuj (4)
Robienie nic jest wporzo
Kiedyś dzielny marynarz,
(marynarze są dzielni)
Bladym świtem wyruszył nad morze.
Miał ze sobą (o zgrozo)
Sto milionów powodów,
Żeby sobie posiedzieć nad wodą.
Chociaż dusza mu grała
W rytmie fal i flamenco,
Chociaż serce się rwało na łajbę,
Siedział dzielny marynarz
Z zamkniętymi oczyma,
A tęsknota sprawiała mu frajdę.
cukierek 2011-10-10 22:17:46
skomentuj (5)
Fajny numer o chaosie
Ląd dziki przede mną
Morze iskrzących się łez znikło.
Słuch wyostrzę, przyzwyczaję wzrok,
Dźwięki szorstkie w uszy brązem sypną.
Szepty zielone szeleszcząc,
Ostrzegają przed nieznanym.
Pragnąc bardzo odwiedzić nieznajomą mnie,
Trochę się boję.... i wcale nie.
cukierek 2011-10-09 21:05:17
skomentuj (2)
Odlot podpatrywany spod oka
W deszczowych szybach,
Mokry nos świata
W cienkie pajęczyny światła wplatam.
Otulona w ciepłą myśl o wielkiej miłości
Tatuuję milczenie swoje.
Baaardzo boleśnie.
cukierek 2011-10-08 22:55:04
skomentuj (0)
To była Sobota szeryfie, i nikt do nikogo nie strzelał. Albo nie chciałam słuchać. Bo byłam zajęta.
W miłym tygodniakońcu
Umieram sobie leniwie.
Schowana w trawie jesienniepachnącej.
Wyluzowane słońce całuje.
Zanurzam palce w ciepłe futerka
Zaklętych bogów. Ciekawych czy żyję.
Z mruczącą mantry boską obstawą
Spokojnie umieram sobie. Leniwie.
cukierek 2011-09-10 22:56:13
skomentuj (0)
Pachnąca eterem Madam Fru-Fru
JAK CO ROKU.... :) Juniorka potrzebuje wierszyka. Przebywszy poł Polski wylądowała nad brejowatym naszym morzem i śle prośby do zatyranej matki. W zeszłym roku potrzeba była w temacie ratownik, w tym - pielęgniarka. Nie pytajcie .... są sprawy, które lepiej wpuścić jednym uchem i wypuścić szybko drugim, bo meandry wyjaśnień namnażają się - a ja wieczorami oddaję się kosmicznemu nic-niekumaniu.
Oto wierszyk matki kochającej. pt. Pielęgniarka w różowym
Żeby bolało mniej troszkę,
Miało plaster w Muminki,
Żeby goiło się pięknie
u Ciebie i mnie,
Trzeba mocy nie lada,
Trzeba nieźle się spocić,
Żeby buzie zbolałe
Móc choć troszkę rozśmieszyć.
Tylko super-piguła
Jest tak super i extra,
Tylko Ona tajmną ma moc.
Pielęgniarka w Różowym,
na obcasach wysokich,
Tłum motyli we włosach
Plecie jej bajek sto.
cukierek 2011-07-08 11:07:00 skomentuj (0)
Moje pomięte karteczki
Strasznie misie nie chce myśleć. Co wymyśle - gupie.
Juniorka kończy 15 lat. I to jest jakiś dramat normalnie. W sensie dla mnie. Bo dla Juniorki to jest super opcja.
Czuję się jakbym kończyła 800 lat. Samodzielnie!
No, ale gram do końca.
Taki mam plan.
Szczwany.
Pewne sprawy rozumie się dopiero wtedy, kiedy są uprzejme się wydarzyć. Wcześniej się nie da. Wcześniej takie sprawy wydają się tak kosmicznie odległymi gdybaniami, że myślenie o nich jest stratą czasu. A potem się nagle wydarzają i ups.
Przychodzi refleksja.
I otwieram szafę i zastanawiam się, czy to już czas zamienić moją skórę na cudzy płaszcz.
Ale ja mam bardzo fajną Juniorkę, dokładnie taką jaką wyobrażałam sobie, że będę miała jak ona skończy 15 lat.
Chrzanię szafę.
Ale myśleć misie nie chce.
cukierek 2011-06-24 23:05:32 skomentuj (4)
O tym się nie mówi
Czy, rozmawiając z kimś o tym samym imieniu, nie macie przez moment wrażenia, że wypowiadając to imię, gadacie do siebie?
cukierek 2011-04-24 19:53:10
skomentuj (5)
Umcyk
Ja: i jak z twoją duszą? Boli bardzo?
Żyjątko: „boli”.
Ja: musi poboleć. Ale przestanie.
Ż: „nie chcę czekać. Nie wierzę ci. Boli jak jasna cholera!”.
Ja: jeżeli przestaniesz płakać, dam ci wielką, tajemniczą rzecz.
Ż: „......”
Ja: podaruję ci buziak szczęścia dobrej wróżki Gladioli. Kto dostał kiedyś takiego buziaka dostał też moc obdarzania nim innych. Jednak trzeba go rozdawać z umiarem, bo z każdym buziakiem jego moc blednie.
Ż: „Ile takich buziaków mogę rozdać?”
Ja: niewiele.
Ż: „to niesprawiedliwe!”.
Ja: bardzo mądrze pomyślane, uważam. A jak tam z twoją duszą?
Ż: „chyba mi przejdzie...”
Ja: magia J
cukierek 2011-04-16 15:24:53
skomentuj (5)
Jakiś ty śliczny
Przyrządem dobrym,
Jakim jest wzrok,
Widzenie drobin trenuję.
Ćwiczę pilnie szukanie koloru.
Oddechem sprawiam huragan.
Znak, że żyję.
Miziam policzkiem rześkie powietrze.
Tyle czegoś nie mam, a tyle dostaję.
Głowę mam pełną kwiatów dla mnie.
Chciałam już odejść. Ale zostanę.
cukierek 2011-03-28 21:44:51
skomentuj (6)
"Ojej, on.......beknął"
Na imię mam dzisiaj Słoneczny Dzień.
Jutro mogę mieć na imię Pochmurno.
Albo Wietrznie.
W każdym imieniu jest jego poemat.
Na pamiątkę dni, kosmiczną wieczność,
Na pamięć jest wart wyuczenia.
cukierek 2011-03-09 22:27:06
skomentuj (13)
O tym, że mam dosyć ochydnej, obrzydliwej zimy, której nienawidzę serdecznie
Piszę zgrabnie list. Po cichu.
Cały liścik błądzi leciutko w chmurce.
Piszę szeptem o wiośnie.
O ciepłym w kolorach płaszczu.
I o biedronce.
Napiszę jeszcze o elfiej baletnicy,
Która przesypia zimę w mysiej norce.
Wiosnę przetańczy boso w żółtej sukience.
Noi że strasznie tęsknię za latem.
Gorącym.
cukierek 2010-12-10 20:33:41
skomentuj (26)
O tym, że po prostu trzeba uważać.
Nie patrz na drzwi.
Ogon potwora majdruje przy zamku.
Nie patrz szybko i nie myśl.
Wyśledzi cię po strachu.
Zapach myśli go budzi.
A myśl jest gorąca jak Słońce.
Szeptane zaklęcia potworny ogon ostudzą.
Niech tylko odnajdę słowa błądzące.
cukierek 2010-12-06 21:25:00
skomentuj (0)
Ko ko ko :)
K jak kokieteria.
Kokieterię mamy wpisaną w płeć. Z tym się nie da walczyć. Krytyka kokieterii u kobiet jest równie duperelna jak krytyka niewiem... czegoś równie oczywistego.
Nie da się tego nauczyć albo oduczyć. Z tym się kobieta rodzi.
I z tym umiera z drugiej strony.... co czasem no cóż, przybiera żenujący obraz starej, obwisłej baby w bluzce bez rękawów, z kolorem bordo na włosach i kozaczkach za kolana.
Ale to już jest osobisty, wypracowany przez lata obraz siebie – kokietki. Na to już ma wpływ środowisko.
Na sam, moim zdaniem, dodatkowy kobiecy zmysł – nie.
Kokieteria bowiem jest sztuką genetycznie przypisaną każdej samicy homo sapiens. Sztuką uwodzenia wizerunkiem siebie.
Kobieta rodzi się rzemieślnikiem w tym względzie i od wychowania zależy oraz bodźców z zewnątrz, czy owa przejdzie ewolucję w artystę czy też rzemieślnikiem (lepszym bądź gorszym) do zgonu zostanie.
Kokieteria jest jedynym spoiwem każdej z nas z każdą z nas. Niezależnie od tego jaki stopień trudności mają nasze urody.
No i w ogóle.
Gram w scrable z mózgiem. Kto wygra?? Zobaczymy ;)
cukierek 2010-12-03 21:34:25
skomentuj (2)
z historii sportu
Mistrzyni Akrobatka
Sunie powoli po linie.
Bez trzymanki.
W ręku bukiet uśmiechów trzyma.
Na uszach zaś ma słuchawki.
Mistrzyni Nieobecna
A każdy ruch jej niewidzialny.
Nie słyszy was.
I nie widzi.
Sunie powoli w dzień normalny.
cukierek 2010-11-29 21:42:46
skomentuj (9)
Z mchu i paproci
Coś wam powiem. Mamy jeża.
To znaczy on nie wie, że jest nasz.
Bo w ogóle to było w niedzielę, jak już nasz kolega nieoceniony Trupek, na którego zawsze można liczyć jak już nie można na nikogo liczyć :) sobie pojechał po sobotnich odwiedzinach, jako jedyna z nas dwojga nie posiadawszy kaca poszłam ..... grabić. Noi tak sobie grabię i tak wiecie... metodą konika szachowego kicam bez sensu po ogrodzie i nagle, kurcze, wygrabiam z kupki liści jeża. Absolutnie żywego, prawdziwego kurde jeża. Sama obecność owego nie jest dziwna jak się mieszka na wsi, ale no wiecie, ten konkretny jeż postanowił sobie przehibernować zimę właśnie na naszym ogrodzie, w samym jego środku (dziwny doprawdy pomysł na wynajem), wyczuwając na pewno, że zasypia coś jakby na własne ryzyko w obecności 3 kotów moich, pokaźnej ilości „odwiedzających” oraz psa.
Of korsa ułożyłam jeżyka na swoim miejscu i przykryłam liśćmi. Nawet się nie obudził. Wpadam do domu i wołam juniorkę, że szybko szlafrok, glany i szalik i musi koniecznie coś zobaczyć, i natychmiast. Noto musiałyśmy go znowu odkopać, pogłaskać, pogapić się jak oddycha i pośmiać. Jeż nie był zadowolony bo zwinął się w kulkę i tyle go widzieli.
Przysypałam go.
Wracamy do chaty. Wujek właśnie wstał i krąży. I zionie sobotnią nocą. Noto my do niego, że jest cienias i pijak i w ogóle przegapia najfajniejsze historie.
..... Trzeba było jeża odkopać znowu, żeby Wujek mógł dotknąć i uwierzyć.
Pogapiliśmy się jak oddycha i pośmialiśmy. Po jeżu trochę widać było, że ma dosyć, najeżył się i trzeba było go zasypać, bo żeby się nie obudził.
No i jest więc nasz. Ma na imie Stanley. Ale nie wie o tym. Bo śpi. :)
Jak się obudzi na wiosnę to od razu dostanie zawału, bo Wujek ma plan zbudowania mu budki i przysypać górą liści, bo jak przyjdą mrozy to on umrze. Miliony jeży na całym świecie przesypiają zimę zagrzebane w gnijących liściach i spoko.
Stanley umrze.
Tak, umrze, ale nie od mrozu tylko od nadmiaru stresu jak się obudzi i zobaczy, że nic nie widzi.
No ale Wujek ma bardzo dobre serduszko i nie ma sensu z tym serduszkiem dyskutować.
cukierek 2010-11-25 22:58:15
skomentuj (6)
zbite szklanki
Schodzę w glanach na śniadanie.
W radio panowie coś mówią,
Śpiewa jakaś pani.
Koty mruczą wkoło butów.
Papieros od nowa mi smakuje,
I sobie wpadam w czeluść świata.
Jeszcze się tylko oflaguję.
Z daleka widzę wijące się meandry,
Wątpliwie miło uchylając dnia.
Każda miłość się przyda w taki dzień,
- Codziennie rano zakochuję się w tobie.
Łatwo. -
cukierek 2010-11-11 19:37:53
skomentuj (2)
czyli jak zwykle
Ziewam sobie rozczochrana.
Porankiem.
Koło południa.
W takiej chwili Bóg mnie kocha.
A diabeł mi sprzyja.
Każdemu rozdaję po równo.
W takiej chwili jest mi trudno,
I najłatwiej.
Teraz mogę stanąć w ogniu,
Zabić krzykiem.
Lodowatym.
Nic się z niczym nie łączy,
Ale rozumie się wszystko.
Rzeczy jak mogę uogólniam.
Miliony razy misie podobają bardziej.
Takie poranki.
Koło południa.
cukierek 2010-11-08 21:16:53
skomentuj (0)
o niczym
Otwieram sobie głowę
Sprzecznie poprzecznie.
Słowa są zabawą
Zabawa staje się słowem.
Niedorzecznie.
Bezpiecznie oddalam się na chwilę
W przedburza gęstych idei.
Teorie chore tkam na harfach.
I muzyka jest w słowie.
Żeby wszyscy widzieli.
cukierek 2010-10-20 21:32:42
skomentuj (16)
Drżyjcie w posadach! Nadchodzi .... ZGAGA!
W dniu dzisiejszym byłoby, tak jak zwykle, nieciekawie powtarzalnie, ale nie było.
Spotkanie organizacyjne powitalne miałam w szkole juniorki. Noi jak tam zwykle bywa trzeba się wykopsać z kaski na komitety szkolne, organizacyjne, ubezpieczenia mienia i niemienia, noi do tego zapoznać się ze zmianami do załączników do statutu, i nowymi debilnymi wymysłami naszych drogich rządzących, zdziwić się gremialnie, że rządzący nie zajmują się ważniejszymi sprawami, i ogólnie ponarzekać.
Do tego mniej więcej momentu jesteśmy jednym organizmem, którego głównym zadaniem jest stać na straży naszych drogich, dorastających milusińskich. Normalnie zaczynamy się lubić.
Następnie następuje moment, w którym pani wychowawczyni zadaje nam zadanie: „proszę państwa, bardzo mi przykro, ale niestety musimy dzisiaj wybrać składniki grona komitetu klasowego, w kwocie 3 osoby. Plus skarbnik. Dla ułatwienia, w tym roku szkolnym, nie musimy tego robić w głosowaniu tajnym (tak było w zeszłym roku. Coza debilizm kompletny), więc drodzy rodzice, wybierajmy się.”
W tej właśnie chwili, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zalega ciężka cisza. Niektórzy zaczynają wiązać bucik, inni piszą ważne smsy, są też tacy, którzy potrafią zrobić takiego zeza donikąd, jakby im się wydawało, że jak tak robią to ich nie widać, ja siedzę w pierwszej ławce bo niedowidzę, więc mam przesrane.
- „O... mama Natalii zawsze jest na zebraniach. Świetnie, będzie pani przewodniczącą, bo ja widzę w pani potencjał”.
- Ale ja siedzę w pierwszej ławce nie dlatego, że jestem pilna. Ja niedowidzę.
- „Pani zawsze żywo uczestniczy w każdym zebraniu. Pani ma dar gadki-szmatki, świetne pomysły NA PEWNO, i ogólnie jest to pani przeznaczenie.” (trochę przesadzam, ale prawie tak było).
- Ale ja nie mam czasu. I chcę jadać z rodziną kolacje chociaż. Nie widzę siebie w roli przewodniczącej kolektywu, poświęcającej ideologicznie czas. Działaczka ze mnie marna jak puch jest marny. Poza tym chodzę w ramonesce z naszywkami niekoniecznie wychowawczymi (np. palenie wyszczupla), jestem wytatuowana i noszę w uszach kolczyki przeznaczone do pępka. Co ze mnie za matka. (Trochę ubarwiam, ale prawie tak było).
W każdym razie dałam z siebie wiele, żeby wyślizgać się z tej fuchy. Nic z tego. Zero poparcia w tej bandzie rodzicielskiej. Pani wychowawczyni widzi, że „klasa ją popiera”, więc już zaczyna wchodzić w nadświetlną, że misie jej zrobiło szkoda normalnie.
-„ I wie pani, automatycznie wchodzi pani w skład rady rodziców. A to jest proszę pani, organ decyzyjny w kwestiach ogólno szkolnych i wie pani.... to daje możliwości jednak, wyrażenia woli klasy na forum. I pani głos, droga pani, się liczy”.
Oszkurde, sobie myślę.
- Dobra. Tylko żeby potem nie było, że mieszam, mące, nie zgadzam się i burzę strukturę misternie budowaną kolektywnie.
Noi potem to już poszło na spoko. Rodzice odetchnęli i od razu znalazła się nadwyżka buzu-squadu, który deklarował poparcie, zgadzał się na bycie vice, pomocnikami wyroczni i skarbnikami.
Także, drodzy czytacze, będzie się działo, a pani wychowawczyni spędzi wiele nieprzespanych nocy, bo ja mam kosmicznie nieograniczoną wyobraźnię.
Najlepsze jest jak zwykle na koniec. Mina mej juniorki, która napadła jej na buzię, kiedy po powrocie zakomunikowałam, że zgodziłam się zostać Przewodniczącą Komitetu Klasowego Wchodzącą w Skład Rady Rodziców, była bezcenna. :))))
cukierek 2010-09-15 23:23:35
skomentuj (14)
Z kapownika autorki
Demony, tworzę demony.
Straszne postaci z prastarych czasów.
Fastryguję je potem na nieboskłonie.
I przeglądam w ich demonicznych blaskach.
Prawie-że jestem niewidzialna,
Jak cień pradziadka mojego cienia.
Miałkim piaskiem napełniam klepsydrę.
I czekam.. Cierpliwy czas nic nie zmienia.
***********
A jak Autopromocja. Super słowo. Chociaż brzmi mechaniczno-kosmicznie – jest określeniem na prymitywny zwierzęcy odruch: potrzebę zwracania na siebie uwagi. Wiecie, albo, że jestem piękna, albo mądra, albo wygimnastykowana, albo jestem jedyną osobą na świecie, która umie połknąć sztylet, a potem jeszcze go wydalić, albo cośtam równie atrakcyjnego.
Nad tym się nie panuje nie myśląc o tym.
Np. koty. Japierdziu. Koty są najlepsiejsze, jeżeli zachodzi potrzeba autopromocji. Czyli zawsze. Nawet podczas snu.
Sposób snu to bardzo ważny koci element autopromocji.
Psy mają z tym problem. Łapią nas na „kocham ciebie, daj mi jeść”, albo „wybacz mi, kocham cie”, albo „zrobię dla ciebie wszystko, kocham cię”. I już jesteśmy plastelinką w ciepłym oddechu naszego pupilka.
Psy są skuteczne, chociaż prostackie jednak.:) Koty są wyrafinowane i oszczędne a jednak padamy im do łapek i błagamy o 3 minuty rozkoszy głaskania ich i przytulania.
Autopromują się wszyscy stało- i zmienno-cieplni, no może nie przez "bezprzerwy", ale często. Tak misie po prostu pomyslało. Może to nie jest do niczego potrzebne, żeby przeżyć, ale zawsze to myśl. Nawet jeżeli błądząca.
cukierek 2010-09-14 21:21:43
skomentuj (5)
O tym, że jedna juniorka to jest psychiatryczny wysiłek.
Lubię stan rauszu umysłowego. To jeden z ulubionych stanów jakie znam. I chociaż to dla mnie nie jest zdrowe, lubię rausze umysłowe :)
Juniorka dzwoni do mnie z obozu dziś. O godzinie 9.05 a.m. I prosi, żebym szybko napisała wierszyk o ratowniku, bo one mają napisać, bo cośtam, ale no, nie idzie im.
...Noto ja..... uprzejmie jej przypominam..... że to ona ma wakacje, a ja właśnie zaczynam tyrkę ku chwale ojczyzny, i to jest baaaardzo zły pomysł, żeby żądać ode mnie. Wierszyka. O ratowniku!
No ale... no dobra. (Matki tak mają i to nie jest nienormalne). Między poranną kawą, a robieniem tych rzeczy, które robią sekretarki w biurach w czasie godzin pracy, uratowałam dziecko od kompromitacji. Nie napiszę go, bo jest wyjątkowo głupi.
I uciekł mi wątek. Starzeję się. Ale czy to coś zmienia? Nic.
cukierek 2010-07-26 21:58:18
skomentuj (12)